poniedziałek, 23 lutego 2015

Baeckeoffe


Jak widzicie nie odpuszczam i kontynuuję gulaszowe szaleństwo. To już ostatni taki garnek pełen francuskich pyszności. Tym razem padło na baeckeoffe, czyli danie z Alzacji. W tej sąsiadującej z Niemcami krainie skosztujecie treściwych potraw, często marynowanych w winach i piwach. W Alzacji robią też kiszoną kapustę, zupełnie jak u nas. Nie jest to smakołyk powszechnie znany w wielu krajach. 

środa, 18 lutego 2015

Cassoulet


Dzisiaj danie dla prawdziwych hardcorowych pań domu. Cassoulet to potrawa z Langwedocji. W jej skład wchodzi przede wszystkim fasola oraz mięsa - kacze lub gęsie oraz wieprzowe. Podejrzewam, że powstała jako danie tworzone z resztek mięsa, które pozostawały w domu. Tymczasem teraz odtworzenie jej wymaga nie tylko posiadania tych wszystkich "resztek", ale przede wszystkim półtora dnia przygotowań. Brzmi groźnie, ale gotowe danie starcza dla 10-12 osób. Jeśli więc wybieracie się na tygodniowe babskie wakacje i chcecie zostawić mężowi w lodówce coś do jedzenia, to na pewno mu się spodoba. Przyda się też mamom, które chciałyby wykarmić drużynę koszykówki swojego syna ;) 

środa, 11 lutego 2015

Coq au vin - kurczak w winie


Przenieść się na chwilę do francuskiej auberge lub zanurzyć się w opowieści o Hrabim Monte Christo. Takie myśli mnie nachodzą, kiedy zajadam się francuskim kurczakiem w winie. Może już to pisałam przy okazji wpisu o wołowinie po burgundzku, ale gulasze francuskie to jest coś nieziemskiego. Jeśli potrzebujecie miski pełnej pociechy, która ogrzeje Was w zimowy wieczór, chwytajcie za garnek. Ciągle zadziwia mnie jak w prosty sposób powstaje coś tak pysznego!

poniedziałek, 9 lutego 2015

zupa cebulowa


Cebula - równie powszechna co niedoceniana. Kiedy jest surowa ma ostry smak, choć są i tacy, którzy jedzą ją jak jabłka. Upieczona, uduszona lub długo i dobrze wysmażona oddaje to co ma w sobie najlepszego - słodycz i głęboki smak. Wystarczy mieć do niej trochę cierpliwości.

Uwielbiam zupę cebulową to francuski klasyk. Polecam też jej zredukowaną wersję, czyli cebulę duszoną w minimalnej ilości bulionu, do której można dodać kiełbaskę lub boczek i odrobinę pomidorów. Nie jest to danie lekkostrawne, ale jako zupa do obiadu nie powinno Wam specjalnie zaszkodzić. Nie polecam jej, natomiast, małym dzieciom.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Śledzie ze śliwkami i orzechami


Jak Wasze świąteczne przygotowania? U mnie teoretycznie wszystko zgodnie z planem. Teoretycznie, bo liczyłam na chwilę lenistwa w tym tygodniu, przed Wigilią, ale codziennie jest coś do zrobienia i godziny lecę bardzo szybko.

Wczoraj przygotowałam śledzie. Teraz przegryzają się w słoiczkach, w lodówce. To zdecydowanie jeden z moich ulubionych przysmaków. Jako dziecko byłam bardzo wybredna i za żadne skarby świata nie wzięłabym ryby do ust, a co dopiero takiego surowego, oślizgłego śledzia. Od dwóch lat robię kilka ich wersji. W zeszłym roku największym powodzeniem cieszyły się śledzie ze śliwkami i orzechami włoskimi. Przepis znalazłam na kwestii smaku. Kiedy robię coś po raz pierwszy często tam zaglądam. Osobiście, uwielbiam sałatkę śledziową z curry i ogórkami konserwowymi, którą też tam znajdziecie. Poniżej podaję przepis na śledzie na podstawie przepisu Joasi.

Na koniec, chciałam Wam jeszcze życzyć, tak przedświątecznie, żebyście w wirze przygotowań znaleźli chwilę czasu dla siebie. Jakoś przeżyjemy w tym roku te nieumyte okna, albo 10 potraw zamiast 12. Części z nas dbanie o własne potrzeby (szczególnie w te szalone dni) przychodzi łatwiej, innym trudniej. Szczególnie ci drudzy powinni skusić się na taki prezent dla siebie. Kiedy jak nie teraz?


Składniki
4 śledzie a'la matias
12 suszonych śliwek
1/2 szklanki orzechów włoskich
1/4 białej cebuli pokrojonej w piórka
5-7 gałązek świeżego tymianku
olej
sól i pieprz

Sposób przygotowania
Śledzie moczymy przez noc w mleku. Następnego dnia płuczemy i kroimy w kawałki na jeden kęs.

Orzechy rozkruszamy na drobniejsze kawałki w dłoniach i krótko prażymy na patelni.
Śliwki kroimy w paseczki. Tymianek zrywamy z gałązek.

Wszystko razem mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem i wkładamy do wyparzonych wcześniej wrzątkiem słoiczków. Zalewamy olejem - polecany jest lniany, i zamykamy. Niech przegryzą się 1-2 dni. 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Tarta z marchewką i tymiankiem


Dziś wariacja na temat francuskiej tarty tatin. Klasycznie, ta odwrócona tarta kusi skarmelizowanymi jabłkami. Jednak nie mniej smaczna jest z dobrze przyrządzonymi warzywami. Marchewka sprawdza się wybornie! Już dla samego zapachu, który powstaje, gdy smażymy ją na maśle, warto wypróbować przepis. Do tego świeży tymianek, łyżka miodu. Słodycz marchewki świetnie komponuje się z francuskim ciastem. Widziałam też w wczoraj w gazecie przepis na taką tartę z burakami. Zapewne tę wersję też wypróbuję. Dziś jednak na pomarańczowo.




Składniki
ok. 5 dużych/średnich marchewek obranych i pokrojonych w ćwiartki
3 gałązki świeżego tymianku
2 łyżki masła
1 łyżka miodu
szczypta soli
ciasto francuskie

Sposób przygotowania
Ilość marchewek możemy sprawdzić układając je w formie do tarty, tak, żeby pokrojone zapełniły cały spód.
Rozgrzewamy patelnię i topimy na niej masło. Wrzucamy marchewki i tymianek. Smażymy 10-15 minut, często obracając marchewki tak żeby przyrumieniły się z każdej strony. Gdy są gotowe dodajemy do nich szczyptę soli i łyżkę miodu i mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Formę na tartę smarujemy masłem. Układamy na niej marchewki. Z ciasto francuskiego wycinamy koło większe odrobinę od formy na tartę. Tuż przed wstawieniem do piekarnika układamy ciasto na marchewkach i zaginamy do wewnątrz jego boki. Pieczemy 25-35 minut aż ciasto ładnie się zarumieni. Ja kupiłam ciasto nazwane ciastem do croissantów, bo od razu było okrągłe i nie trzeba go było wycinać. Odrobinę tylko rozwałkowałam.

Po wyjęciu, kładziemy talerz na formie i odwracamy ją do góry dnem. Tak, żeby nasza tarta wylądowała na talerzu, marchewkami do góry.






wtorek, 2 grudnia 2014

Boeuf bourguignon, czyli Julie, Julia i Ja


Nie wiem jakim cudem ten przepis ląduje na moim blogu dopiero dziś. Na pewno ma znaczenie fakt, że kiedy wreszcie po 2-3 godzinach duszenia się w piekarniku można wyjąć garnek, to rzucam się na to danie wygłodniała i zniecierpliwiona. Talerze czekają na stole, wino oddycha w kieliszkach, a bagietka w koszyku aż prosi się, żeby zanurzyć ją w sosie.

Boeuf bourguignon! Danie kuchni francuskiej, które Amerykanie poznali dzięki Julii Child, a my poznaliśmy je i Julię dzięki Meryl Streep i filmowi Julie i Julia. To chyba mój ulubiony film, w którym kulinaria są kolejnym bohaterem. Dzięki niemu poznałam i zakochałam się w Julii Child. Więcej o niej i książce "Moje życie we Francji", którą jeśli podobał Wam się film musicie przeczytać, znajdziecie w tym poście. Fascynująca postać.

Wracając do bohatera dzisiejszego dnia, gulaszu z wołowiny, jest to danie niezawodne i przepyszne. Francuzi mają zresztą duszenie mięs świetnie opanowane. A to kurczak, a to wołowina, a to cięlęcina, trochę marchewki i cebuli, zalać winem, bulionem, dodać zioła. Voila! Sam czas duszenia wymaga trochę cierpliwości, ale ilość naszej pracy w całym gotowaniu jest i tak nieduża. Poza tym, sprowadza się do krojenia, obierania, podsmażania i wrzucania do jednego garnka. Nic trudnego. Każdemu się uda. Nie przejmujcie się długością opisu przygotowania, który jest poniżej. Starałam się po prostu opisać wszystko dokładnie, co, jak i dlaczego, tak a nie inaczej.

A Wy, robiliście już boeuf bourguignon?


Składniki
1,5kg mięsa wołowego gulaszowego (ja użyłam łopatki)
150g wędzonego boczku
4 marchewki
5 średnich cebul
0,5kg pieczarek
400g pomidorów (mogą być z puszki)
250ml czerwonego, wytrawnego wina
ok. 2 szklanek bulionu wołowego
bukiet ziół
4 gałązki tymianku
5 ziaren ziela angielskiego
3 rozgniecione ząbki czosnku z łupinami
1 liść laurowy

Sposób przygotowania
Mięso wołowe, jeśli nie jest pokrojone, kroimy w spore kawałki ok. 5cm, solimy i pieprzymy, obsmażamy na oleju na gorącej patelni. Następnie przekładamy do garnka, w którym będziemy piec gulasz. Można to zrobić w dwóch turach. Następnie podsmażamy pokrojony w niewielką kostkę boczek i dodajemy do garnka z wołowiną.

Czas na warzywa. Podsmażamy pieczarki w całości, większe sztuki można przekroić na pół lub ćwiartki. Dorzucamy do garnka. Cebulę kroimy w ósemki, marchewkę w grubsze plasterki. Warzywa podsmażamy na patelni aż cebula lekko zmięknie. Solimy w międzyczasie, żeby się nie przypaliła. Przekładamy do garnka.

Zalewamy patelnię winem i redukujemy o połowę. Przelewamy do garnka.

Do garnka dodajemy jeszcze pomidory i zalewamy bulionem tak, żeby przykrył mięso. Na koniec dodajemy bukiet ziół zawinięty w gazę. Ja używam zamiast gazy dużych torebek na herbatę sypaną (sprawdzają się świetnie w takim rozwiązaniu. Nie dosalamy gulaszu. Solone było mięso, słony był boczek i soliliśmy marchewkę z cebulą. Najwyżej doprawicie na końcu po zredukowaniu sosu.

Pieczemy 2-3 godziny w 160 stopniach pod przykryciem, aż mięso będzie miękkie. Do czasu zagotowania się sosu nie zakładajcie pokrywki na garnek, zróbcie to dopiero kiedy sos się zagotuje w piekarniku. Czemu? Bo z pokrywkę będzie to zwyczajnie dłużej trwało.

Kiedy mięso jest miękkie przecedzam sos na dużą patelnię przez durszlak. Warzywa i mięso z durszlaka wrzucam ponownie do garnka i wstawiam do stygnącego piekarnika, żeby nie wystygły. Sos redukuję na średnim ogniu aż trochę zgęstnieje. Następnie wlewam z powrotem do garnka.

Podaję z wiejską bagietką lub wiejskim chlebem. Pychota!


czwartek, 27 listopada 2014

Jak podrasować kawę, kakao lub czekoladę


Dzień dobry Kochani :) Wprowadzacie już powoli ducha Świąt Bożego Narodzenia do swoich domów? Ja odliczam dni do pieczenia pierniczków i umilam sobie wieczory piciem kakao. Kilka dni temu natknęłam się na pomysł na to jak podrasować wizualnie zimowe napoje.

1) Przygotowujemy bitą śmietanę, taką jak lubimy (u mnie jest z dodatkiem cukru pudru i cukru wanilinowego).
2) Rozsmarowujemy ją cienko (3mm) na papierze do pieczenia i umieszczacie w zamrażalniku.
3) Kiedy jest już twarda wycinamy z niej dowolny kształt foremką do pierniczków - serduszka, gwiazdki, choinki, bałwanki.
4) Delikatnie wkładamy do kawy, kakao czy czekolady. Gotowe! 

Miłego dnia!


sobota, 26 stycznia 2013

Zdrowa zupa ziemniaczana


Jedna z najlepszych zup kremów i w dodatku pełna zdrowia. Jest w niej cała główka czosnku, ale nie bójcie się, po zjedzeniu nie zieje się ogniem. Robię ją już drugi raz w tym tygodniu, a w międzyczasie trafiłam na program z Karolem Okrasą, w którym też robił zupę ziemniaczaną, choć trochę inną. By ją uszlachetnić dodał na dno miseczki usmażone powoli na maśle borowiki. Oblizałam się ze smakiem. Niestety tylko to mi pozostało. Podpatrzyłam za to inny pomysł, który mogłam wykorzytać od razu. Dodatek oliwy truflowej jako wisienka na torcie.

Składniki:
1 duży por lub 2 mniejsze (nie ma za dużego pora do tej zupy)
2 średnie białe cebule
1 główka czosnku
0,5kg ziemniaków
1,2l buliony warzywnego lub drobiowego
150g śmietany 18%
1 listek laurowy
1 płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
2 łyżeczki soku z cytryny
kolorowy pieprz

oliwa truflowa
oliwa z oliwek i łyżka masła (może być tylko oliwa)


Sposób przygotowania:
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Główkę czosnku obieramy z zewnętrzych najgrubszych warstw łupin i smarujemy całość oliwą. Pieczemy 15 minut na blasze. Po wyjęciu ząbki same będą wyskakiwały z łupinek.

Pora kroimy na pół i siekamy na paski ok. 5mm. Cebulą kroimy w drobną kostkę. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę o boku 2cm. W garnku rozpuszczamy łyżkę oliwy i łyżkę masła. Na średnim ogniu podsmażamy pod przykryciem pora i cebulę przez 3 minuty, co jakiś czas mieszając. Dodajemy ziemniaki, czosnek, listek laurowy i zalewamy bulionem. Gotujemy 30 min. Ziemniaki powinny być ugotowane.

Po 30 minutach zdejmujemy garnek z ognia, wyjmujemy listek laurowy i miksujemy blenderem na krem. Stawiamy ponownie na ogniu, dodajemy gałkę, sok z cytryny i śmietaną. Gotujemy jeszcze 3 minuty mieszając.

Zupę podajemy polaną oliwą truflową i posypaną szczypiorkiem, kolorowym pieprzem i gałką muszkatołową.



czwartek, 15 listopada 2012

Egzotyczna zupa krem pomarańczowo-dyniowa


Bardzo aromatyczna zupa krem z dyni z dominującym smakiem pomarańczy. Wyraźny dodatek przypraw i łagodny, słodki posmak ananasa. Coś dla amatorów pikantnych połączeń. Rozgrzewa, a mi kojarzy się świątecznie. Pewnie z powodu pomarańczy.

Składniki:
800 g pokrojonej w kawałki dyni (ze skórką, bez pestek, kawałki kilkucentymetrowe)
2 średniej wielkości pomarańcze
2 łyżeczki imbiru w proszku
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
1 szklanka bulionu
1 szklanka soku z ananasa
100g serka mascarpone lub philadelphia
1 łyżka masła
sól do smaku

Sposób przygotowania:
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Pokrojoną dynię układamy na wyłożonej pergaminem blasze do pieczenia, oprószamy 1 łyżeczką imbiru i pieczemy 25 minut.

Z obu pamarańczamy ścieramy skórkę i wyciskamy sok.

W garnku roztapiamy łyżkę masła. Wrzucamy dynię obraną ze skórki, posypujemy resztą imbiru i gałką i posmażamy przez minutę mieszając. Dodajemy skórkę pomarańczy, wlewamy sok z pomarańczy, dolewamy tyle bulionu, żeby zakryć dynię, ale nie więcej. Gotujemy kolejne 20 minut.
Na koniec dodajemy serek i gotujemy mieszając aż do roztopienia.

Garnek zdejmujemy z ognia i czekamy aż zupa trochę wystygnie.
Przelewamy całość do blendera, dolewamy sok z ananasa, solimy do smaku i miksujemy na gładką masę.


niedziela, 12 sierpnia 2012

Tarta z cebulą i kiełbasą wg Julii Child


Wreszcie i ja jako organizatorka akcji 100 lat Julio! mogę dodać swój wpis z wypróbowanym przepisem Julii Child. Przyznam się, że w pierwszej kolejności na tapetę poszedł befsztyk wołowy, ale wyszedł mi on niewystarczająco dobrze, a fotogeniczny był tak bardzo, że większą karierę zrobiłby w radiu :) Z tego co do tej pory obserwuję największą popularnością w ramach akcji cieszą się tarty. Ja również nie będę tu wyjątkiem. 

Tarta, którą przedstawiam, wpisuje się w moje niekończące się eksperymenty z ciastem kruchym do tart. Ostatnimi czasy pozostawałam przy opcji dodawania do niego jajka. Ten przepis pokazał mi, że wcale tak być nie musi. Ciasto jest faktycznie delikatne, choć gdy je wyrabiałam, kręciłam niepewnie głową przekonana, że zmierzam po raz kolejny w kierunku porażki kulinarnej. Ciasto jest bardzo miękkie i elastyczne. Z tego też powodu rada z przepisu, by trzymać je w lodówce od 2h do 2 dni jest jak najbardziej nie do zlekceważenia. Przepis Julii Child przekonał mnie, że tradycja robienia ciasta kruchego bez użycia jajek jest warta kontynuowania.


Składniki:
na ciasto (porcja na 2 tarty, połowę zostawiłam na kolejny dzień)
2 szklanki mąki tortowej
170g zimnego masła
łyżka soli
1/2 szklanki zimnej wody
na nadzienie
2 średnie cebule
200g kiełbasy (w przepisie polecano gotowaną białą kiełbasę)
ser szwajcarski do posypania
2 jajka (w przepisie 3, ale u mnie los zadecydował inaczej)
200g śmietany 18%
sól, pieprz, gałka muszkatołowa do smaku

Sposób przygotowania:
Mąkę przesiać do malaksera, wsypać sól, dodać pokrojone w kawałki masło. Miksować w trybie pulsacyjnym do czasu, aż ciasto będzie miało konsystencję mokrego piasku. Dolać zimną wodę. Miksować dalej aż zacznie zbijać się w jedną kulę. Wyrobić na blacie oprószony mąką. Wstawić do lodówki na min. 2h, a maksymalnie 2 dni.

W tym czasie, podsmażyć na oliwię pokrojoną w piórka cebulę, aż zmięknie. Pokroić w plastry kiełbasę, zetrzeć ser na tarce. W misce połączyć śmietanę z jajkami i doprawić do smaku solą, gałką i solidnie pieprzem. Formę na tartę wysmarować masłem.

Po 2h wyjąć ciasto z lodówki, podzielić na 2 kawałki. Jeden z nich rozwałkować na grubość 2mm. Zawinąć je na wałku i wyłożyć na formę do tarty. Nakłuć widelcem bardzo dokładnie. Piec wstępnie 10 - 15 minut na górnej półce do zarumienienia się w temperaturze 230 stopni.

Dno rumianego ciasta wyłożyć cebulą, zalać mieszanką śmietany z jajkiem, położyć na wierzchu kiełbasę i posypać serem. Zapiekać ok 30 min. na górnej półce w temperaturze 190 stopni. Wnętrze tarty powinno ok. 20 - 25 minuty zacząć rosnąć, a pod koniec ser powinien być zarumieniony.

Tartę podałam z sałatką z pomidorów, oliwek, cebuli, oliwy, octu balsamicznego i bazylii.



sobota, 28 lipca 2012

Potrawka piwna

 

Nie każdemu odpowiada chłopskie jadło. Ja akurat bardzo lubię od czasu do czasu zjeść tłustą potrawkę, na którą przepis wygląda jakby do garnka wrzucono wszystko, co akurat się miało pod ręką. Kiełbasa, kapusta, a żeby zagęścić - pieczywo i to niekoniecznie pierwszej świeżości. Całości dodaje charakteru nietypowe połączenie: piwo i śmietana. Można się tym najeść. W zależności od ilości bulionu, albo możemy danie przerobić na zupę, albo na treściwą potrawkę.

Składniki:
300ml piwa
1,5l rosołu
250g cienkiej kiełbasy
1 cebula
2 ząbki czosnku
200g kiszonej kapusty
pół bagietki paryskiej + 5 kromek ciemnego chleba wiejskiego
200g śmietany 18%
2 łyżki suszonego majeranku
pieprz i sól

Sposób przygotowania:
Rosół doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć płomień, dodać kapustę (wcześniej przepłukaną wodą) i gotować.
Pieczywo pokroić na kawałki (bok 3cm), przełożyć do miski i zalać piwem.
Kiełbasę pokroić w kostkę. Cebulę i czosnek posiekać i podsmażyć na patelni razem z kiełbasą. Kiedy kiełbasa będzie rumiana dosypać 2 łyżki majeranku i podsmażyć.
Zawartość patelni wlać do gotującego się z kapustą rosołu. Pieczywo z piwem rozgnieść widelcem i również dodać do zupy. Gotować aż kapusta zmięknie.
Wyłączyć ogień, dodać do zupy śmietanę i starannie wymieszać. 
Doprawić solą i pieprzem.