środa, 29 kwietnia 2015

Sabih, czyli pyszna sałatka z samodzielnie robioną tahiną


Im więcej gotuję tym rzadziej odkrywam nieznane mi dotąd, a idealne połączenia smaków. Wiedziałam, że książka Yotama Ottolenghiego i Samiego Tamimi "Jerozolima" może być kopalnią takich pysznych niespodzianek i nie zawiodłam się. To dzięki niej odkryłam coś tak banalnego jak pieczony kalafior, który w uprażonej formie jest wyborny. Natomiast, robiąc przedstawianą dziś sałatkę, nauczyłam się dwóch rzeczy. Po pierwsze, zamiast kupować słoik gotowej tahini po prostu będę mieć słoik łuskanego sezamu i zawsze będę sobie mogła zrobić jej tyle ile mi potrzeba. Po drugie pieczony bakłażan i sos z tahiny wpisuję na listę kultowych, niezawodnych połączeń. 

niedziela, 16 czerwca 2013

Ratatouille i Rachel Khoo


Po dłuższej nieobecności wracam do blogosfery (mam nadzieję, że na dłużej), żeby podzielić się z Wami przepisem na ratatouille i swoją sympatią do Rachel Khoo, autorki wydanej niedawno w Polsce książki Mała paryska kuchnia. Warszawskie billboardy w metrze nie dały przegapić tego wydarzenia, a ja nie dałam się kusić długo. Tak ładnie wydana książka musiała znaleźć się na mojej półce. Za fotografie odpowiedzialny jest David Loftus, nadworny fotograf Jamie'go Oliver'a. Zarówna potrawy, jak i sama autorka prezentują się bardzo apetycznie. Zawartość? Wszystkiego po trochu. Najbardziej przyciąga sama Rachel i jej kulinarna ojczyzna - wydawałoby się wroga Brytyjczykom Francja. Otwarta, przebojowa trzydziestolatka, z uśmiechem pomalowanym karminową szminką i grzywką zalotnie opadającą na podkreślone czarną kreską oczy, sączy wino w kameralnych bistrach i wyszukuje najpiękniejsze warzywa na targu. Jej historia zdaje się dodawać otuchy i mówić "Wszystko jest możliwe","Realizujcie swoje marzenia". Poniżej zwiastun programu Rachel emitowanego przez BBC.


LITTLE PARIS KITCHEN: COOKING WITH RACHEL KHOO from Plum Pictures on Vimeo.
Kiedy przeglądałam Małą paryską kuchnię po raz pierwszy, przypomniałam sobie o sławetnym ratatouille. Potrawce, która jest czystą pochwałą wspaniałości warzyw. Jędrne, kolorowe, soczyste, śmiejące się do nas z koszyków w sklepach i na targach. Można je jeść na ciepło lub na zimno, jako przystawkę lub dodatek do mięsa. Kolejne z dań genialnych w swej prostocie.

Składniki:
1 bakłażan
1 cukinia
1 papryka czerwona
1 papryka żółta
6 pomidorów
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżka suszonego tymianku
1 łyżeczka cukru
sól

Sposób przygotowania:
Bakłażan, cukinię i papryki kroimy w cienkie plasterki. Pomidory na ćwiartki. Pokrojone warzywa (oprócz bakłażana) umieszczamy w dużym żaroodpornym naczyniu. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni, by się nagrzał.
Cebulę kroimy w kostkę. Na dużej patelni podsmażamy ją ze zmiażdżonym czosnkiem i tymiankiem aż się zeszkli. Dodajemy bakłażana i smażymy wszystko pod przykryciem do miękkości. Ja, po dodaniu bakłażana na patelnię, podlewam wszystko wodą - nie za dużo. Chodzi o to, że bakłażan chłonie oliwę i wodę, i istnieje ryzyko przypalenia czosnku i cebuli. Bardziej go podduszam niż podsmażam.
Po 5 minutach zdejmujemy patelnię z ognia. Dodajemy bakłażana z cebulą do pozostałych warzyw, mieszamy, przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika na godzinę.


Po godzinie. Wyjmujemy naczynie, zdejmujemy folię, dodajemy cukier i dosalamy do smaku. Mieszamy i wstawiamy ponownie do piekarnika, tym razem na najwyższą półkę, na kolejne 5 do 10 minut. Po tym czasie wyjmujemy i podajemy.

Moje ratatouille utopiło się we własnym sosie, ale było bardzo smaczne. Sos zostawiłam sobie jako zupę na następny dzień. Bo o to w kuchni chodzi, żeby było smacznie i swobodnie. To coś, co na pewno łączy Julię Child i Rachel Khoo. Gotowanie to ma być przyjemność, a z wszelkich wypadków przy pracy należy wybrnąć z francuską elegancją i gracją. Nerwy damie nie przystają.

Miłego wieczoru Wam życzę :)


wtorek, 24 lipca 2012

Bakłażan w cieście


To danie to jedno z moich pierwszych odkryć kulinarnych. Pamiętam je szczególnie, bo przez długi czas wobec niezaprzeczalnego talentu kucharskiego mojej mamy nawet nie starałam się próbować swoich sił w tej dziedzinie. Nadszedł jednak dzień, kiedy dowiedziałam się, że na świecie istnieją bakłażany. To była pewna przewaga, bo fioletowy kabaczek nie pojawiał się do tej pory u mnie w domu. Odkrycie to zawdzięczam stołówce na uczelni, która nie zawsze miała w swym repertuarze coś jadalnego, ale od czasu do czasu raczyła takim oto frykasem. Nie jestem pewna, co do ówczesnego wyglądu i składu tego dania, ale na pewno były bakłażany w cieście i sos pomidorowy, a czy w środku czy na wierzchu to, już doprawdy, nie czas na wymaganie ode mnie aż takiej pamięci :)

Składniki:
1 bakłażan pokrojony na plasterki grubości 0,5 - 1 cm
ser żółty
ciasto
2 jajka 
100g mąki
szklanka wody
solidna szczypta soli
łyżka ziół prowansalskich
sos pomidorowy
2 szalotki
2-3 ząbki czosnku
garść kaparów
1 puszka krojonych pomidorów
garść bazylii
kilka plasterków konserwowej papryczki chilli (ja wrzuciłam tylko 3, bo potrafię przesadzić)
sól, pieprz, cukier do smaku

Sposób przygotowania:
Plasterki bakłażana obsypujemy solą i układamy na ręcznikach papierowych (sól ma wyciągnąć goryczkę).

Przygotowujemy sos. Na oliwie podsmażamy posiekane szalotki, czosnek, kapary i papryczkę chilli. Dodajemy pomidory, doprawiamy sól, pieprz i cukier, delikatnie redukujemy. Gdy wyłączymy palnik, dosypujemy pokrojoną świeżą bazylię i meiszamy.

Przygotowujemy ciasto. Łączymy dokładnie wszystkie składniki.

Bakłażany układamy "w kanapkę" po środku wkładając żółty ser (grubość ok.3mm): bakłażan - ser - bakłażan. Tak ułożone maczamy w cieście i przekładamy na rozgrzaną na patelni oliwę. Smażymy po obu stronach.

Podajemy polane obficie sosem pomidorowym.