poniedziałek, 29 czerwca 2015

Musaka i blogowy kryzys


Miesiąc grecki - taki był plan. Skończyło się na sałatce greckiej i musace, do której spróbowania Was zachęcam, bo to proste i smaczne danie. Minęło pół roku, od kiedy rozpoczęłam blogową podróż po kuchniach świata i po tym czasie bardzo zatęskniłam za powrotem do domu, czyli sezonową, lokalną kuchnią. Taki ton przebijał się zresztą w ostatnim poście. Coraz bogatsze w warzywa i owoce stragany aż krzyczą do mnie, żebym przestała się wygłupiać i szukać wymyślnych składników tylko po to, żeby przygotować klasyczne danie z innej części świata, kiedy tuż pod nosem czekają na mnie takie pyszności. 

środa, 6 maja 2015

Szwedzkie klopsiki


Jeśli wierzyć statystykom, co minutę klienci IKEI zjadają 285 szwedzkich klopsików. Jak więc mogłabym zacząć od jakiegokolwiek innego dania? Dziewięć i pół miliona Szwedów nie może się mylić. Bardzo smakowitym pomysłem jest jedzenie ich w towarzystwie śmietanowego sosu z konfiturami. Mogą być z czarnej porzeczki, żurawiny lub jeżyn. To danie z gatunku "comfort food", czyli jedzenie na pocieszenie :) Uwielbiam takie potrawy. Rozgrzewają od środka, gdy za oknem taka plucha jak dziś.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Klopsiki wołowe z porami i sałatka z kalarepy


Przepis na klopsiki i sałatkę znalazłam w książce "Jerozolima. Książka kucharska". Ponoć kotleciki z porem i wołowiną w pysznym sosie cytrynowym są typowe dla Żydów z Izmiru, czyli z Turcji. Ottolenghi zastrzegał, żeby ściśle trzymać się przepisu, ale pozwoliłam sobie na minimalne modyfikacje. Wzięłam trochę więcej wołowiny i połowę wskazanego soku z cytryny. Jak dla mnie wyszło rewelacyjnie. Klopsiki są delikatne i rozpływają się w ustach. Czuć wyraźny smak duszonych porów.

poniedziałek, 16 marca 2015

Wołowina w sosie ostrygowym


Obiecałam Aguś z bloga Agusiowe gotowanie, że pokażę coś z sosem ostrygowym, a tu połowa miesiąca za nami, a ja ciągle tylko sos sojowy i sake :) Dziś więc wreszcie coś z nowym smakiem. Ponownie makaron, choć równie dobrze można go zastąpić ryżem. Lubię wszelkiego rodzaju makarony jajeczne, więc użyłam noodli soba. Mają ładny brązowy kolor. Podoba mi się w kuchni chińskiej to, że warzywa jedynie szybko i lekko się podsmaża przez co nie tracą swojej świeżości i ładnej barwy. Dania są więc kolorowe i apetyczne. W przepisie użyłam zielonej papryki, która jest gorzkawa, więc można ją zastąpić czerwoną, jeśli komuś przeszkadza jej posmak.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Baeckeoffe


Jak widzicie nie odpuszczam i kontynuuję gulaszowe szaleństwo. To już ostatni taki garnek pełen francuskich pyszności. Tym razem padło na baeckeoffe, czyli danie z Alzacji. W tej sąsiadującej z Niemcami krainie skosztujecie treściwych potraw, często marynowanych w winach i piwach. W Alzacji robią też kiszoną kapustę, zupełnie jak u nas. Nie jest to smakołyk powszechnie znany w wielu krajach. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Stek z indyjskimi ziemniakami Nigelli


Dzisiaj coś dla mięsożerców - steki! Pamiętam, jak pół roku temu zdarzyło mi się przez całe 4 dni być na diecie kopenhaskiej i wcinałam wtedy codziennie stek z polędwicy wołowej. Po 4 dniach nie mogłam na nią patrzeć. Kombinowałam jakby ją tu doprawić, żeby urozmaicić smak. Odpadała sól, a o curry nie pomyślałam. Jeśli więc ktoś jest na tyle szalony, żeby męczyć się na diecie to może ten wpis go zainspiruje. Ja poddałam się wściekła z głodu piątego dnia :) 


czwartek, 8 stycznia 2015

Korma z wołowiną


Każda indyjska knajpka gotuje w trochę inny sposób i to samo danie w różnych miejscach smakuje odrobinę inaczej. Są to minimalne różnice, ale jeśli zakochamy się w daniu z konkretnego miejsca możemy je dostrzec. Korma z jagnięciną, którą jadłam po raz pierwszy zapadła mi w pamięć najbardziej. Sos był aksamitny i delikatny, a jednocześnie pełen smaku. To mój niedościgniony ideał. Z tego też powodu w przepisie, który Wam prezentuję dodaję śmietanę i cukier, a nie tylko jogurt. Tam musiała być śmietana.

Korma oznacza dusić i faktycznie warto dać mięsu czas, żeby odpowiednio doszło. Polecam szybkowar, który przyspiesza gotowanie. Dodatkowo wszystkie przyprawy buzują w nim uwalniając swój pełen czar. Jeśli zdecydujecie się go użyć, kolendrę, migdały, chilli i śmietanę dodajcie już po jego otwarciu, kiedy mięso jest miękkie. 

Ostatnie słowo dla osób, które nie lubią świeżej kolendry. Ja też jej nie lubię. Nie pomijajcie jej jednak w tym przepisie. Dodana ilość jest symboliczna i delikatnie zmienia smak dania. Nie zostawia wyraźnego mydlanego (dla niektórych) posmaku. Zamiast tego harmonijnie komponuje się z innymi przyprawami i oddaje tylko to co najlepsze. Polecam zaryzykować.


Składniki
marynata
1,5 łyżeczki świeżego posiakanego imbiru
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki garam masala
3 ziarna zielonego kardamonu
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1 łyżeczka nasion kolendry
1/2 łyżeczki chilli pieprz cayenne
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki płatków migdałów
2/3 szklanki jogurtu naturalnego

pozostałe składniki
1kg mięsa wołowego doduszenia pokrojonego w kostkę "na jeden kęs"
2 białe cebule
1-2 łyżki klarowanego masła
1 czerwona świeża papryczka chilli
3 łyżki posikanej świeżej kolendry
50g płatków migdałów
2/3 szklanki śmietany 18% + łyżeczka cukru lub śmietany kremówki, wtedy bez cukru

Sposób przygotowania
Marynatę zmiksować w malakserze i zalać nią pokrojone mięso wołowe. Najlepiej zostawić na noc w lodówce, w misce przykrytej folią spożywczą. Można zrobić to też w dniu gotowania i zostawić na min. 1 godzinę w lodówce.

Następnie, w garnku (patelni), w którym będziemy dusić mięso, podsmażyć cebulę na maśle 3-5 minut aż zmięknie i zacznie brązowieć. Ja posypuję cebulę solą, żeby się nie przypalała. Do cebuli dodać mięso z marynaty i podsmażyć 5 minut. Następnie zalać taką ilością wody, żeby prawie przykryła mięso i dusić 2 godziny, do miękkiego mięsa. Można to też zrobić w szybkowarze i skrócić czas duszenia o połowę.

Gdy mięso jest już gotowe dodać migdały, posiekaną kolendrę i posiekaną papryczkę chilli (uwaga, bez pestek) i dusić kolejne 5-7 minut. Na koniec dodać śmietanę, doprawić do smaku (sól, cukier) i gotować jeszcze 5 minut.

Jak zawsze, podawać z ryżem i/lub indyjskimi chlebkami.


wtorek, 2 grudnia 2014

Boeuf bourguignon, czyli Julie, Julia i Ja


Nie wiem jakim cudem ten przepis ląduje na moim blogu dopiero dziś. Na pewno ma znaczenie fakt, że kiedy wreszcie po 2-3 godzinach duszenia się w piekarniku można wyjąć garnek, to rzucam się na to danie wygłodniała i zniecierpliwiona. Talerze czekają na stole, wino oddycha w kieliszkach, a bagietka w koszyku aż prosi się, żeby zanurzyć ją w sosie.

Boeuf bourguignon! Danie kuchni francuskiej, które Amerykanie poznali dzięki Julii Child, a my poznaliśmy je i Julię dzięki Meryl Streep i filmowi Julie i Julia. To chyba mój ulubiony film, w którym kulinaria są kolejnym bohaterem. Dzięki niemu poznałam i zakochałam się w Julii Child. Więcej o niej i książce "Moje życie we Francji", którą jeśli podobał Wam się film musicie przeczytać, znajdziecie w tym poście. Fascynująca postać.

Wracając do bohatera dzisiejszego dnia, gulaszu z wołowiny, jest to danie niezawodne i przepyszne. Francuzi mają zresztą duszenie mięs świetnie opanowane. A to kurczak, a to wołowina, a to cięlęcina, trochę marchewki i cebuli, zalać winem, bulionem, dodać zioła. Voila! Sam czas duszenia wymaga trochę cierpliwości, ale ilość naszej pracy w całym gotowaniu jest i tak nieduża. Poza tym, sprowadza się do krojenia, obierania, podsmażania i wrzucania do jednego garnka. Nic trudnego. Każdemu się uda. Nie przejmujcie się długością opisu przygotowania, który jest poniżej. Starałam się po prostu opisać wszystko dokładnie, co, jak i dlaczego, tak a nie inaczej.

A Wy, robiliście już boeuf bourguignon?


Składniki
1,5kg mięsa wołowego gulaszowego (ja użyłam łopatki)
150g wędzonego boczku
4 marchewki
5 średnich cebul
0,5kg pieczarek
400g pomidorów (mogą być z puszki)
250ml czerwonego, wytrawnego wina
ok. 2 szklanek bulionu wołowego
bukiet ziół
4 gałązki tymianku
5 ziaren ziela angielskiego
3 rozgniecione ząbki czosnku z łupinami
1 liść laurowy

Sposób przygotowania
Mięso wołowe, jeśli nie jest pokrojone, kroimy w spore kawałki ok. 5cm, solimy i pieprzymy, obsmażamy na oleju na gorącej patelni. Następnie przekładamy do garnka, w którym będziemy piec gulasz. Można to zrobić w dwóch turach. Następnie podsmażamy pokrojony w niewielką kostkę boczek i dodajemy do garnka z wołowiną.

Czas na warzywa. Podsmażamy pieczarki w całości, większe sztuki można przekroić na pół lub ćwiartki. Dorzucamy do garnka. Cebulę kroimy w ósemki, marchewkę w grubsze plasterki. Warzywa podsmażamy na patelni aż cebula lekko zmięknie. Solimy w międzyczasie, żeby się nie przypaliła. Przekładamy do garnka.

Zalewamy patelnię winem i redukujemy o połowę. Przelewamy do garnka.

Do garnka dodajemy jeszcze pomidory i zalewamy bulionem tak, żeby przykrył mięso. Na koniec dodajemy bukiet ziół zawinięty w gazę. Ja używam zamiast gazy dużych torebek na herbatę sypaną (sprawdzają się świetnie w takim rozwiązaniu. Nie dosalamy gulaszu. Solone było mięso, słony był boczek i soliliśmy marchewkę z cebulą. Najwyżej doprawicie na końcu po zredukowaniu sosu.

Pieczemy 2-3 godziny w 160 stopniach pod przykryciem, aż mięso będzie miękkie. Do czasu zagotowania się sosu nie zakładajcie pokrywki na garnek, zróbcie to dopiero kiedy sos się zagotuje w piekarniku. Czemu? Bo z pokrywkę będzie to zwyczajnie dłużej trwało.

Kiedy mięso jest miękkie przecedzam sos na dużą patelnię przez durszlak. Warzywa i mięso z durszlaka wrzucam ponownie do garnka i wstawiam do stygnącego piekarnika, żeby nie wystygły. Sos redukuję na średnim ogniu aż trochę zgęstnieje. Następnie wlewam z powrotem do garnka.

Podaję z wiejską bagietką lub wiejskim chlebem. Pychota!


niedziela, 19 października 2014

Makaron z klopsikami wieprzowo-wołowymi w pysznym sosie


Kiedy byłam mała moja mama czasem robiła w niedzielę sos z mięsa wołowego, podawała go z ziemniakami i buraczkami zasmażanymi. Pychota. Do dziś go uwielbiam. Następnego dnia, w poniedziałek, kiedy wracałam ze szkoły jadłam go właśnie z makaronem i do tego korniszon w rękę. I w zasadzie przepis, który Wam prezentuję opiera się na podobnych smakach. Jako coś ekstra mamy w nim wędzony boczek, bukiet ziół, który dodaje francuskim gulaszom charakteru i czerwone wino. Oczywiście, że musi być wino, bo to danie zawdzięczam Rachel Khoo. Moje modyfikacje są minimalne. W jej książce "Mała paryska kuchnia" jest napisane, żeby przed smażeniem mąki zdjęć z patelni boczek i cebulę. I faktycznie, jeśli zależy Wam na aksamitnym sosie bez niespodzianek, tak powinniście zrobić. Tyle, że ja wychodzę z założenia (niczym Joey Tribbiani z "Przyjaciół"), że cebula - dobra, boczek - jeszcze lepszy, więc po co wyrzucać składniki, które można zjeść ze smakiem :D Bez dalszych wstępów, przedstawiam Wam kolejne danie z serii "comfort food" - na jesień jak znalazł.




Składniki:
250g mielonego mięsa wieprzowego
250g mielonego mięsa wołowego
70g boczku wędzonego pokrojonego w drobną kostkę
1 średnia czerwona cebyla pokrojona w drobną kostkę
2 liście laurowe
5 gałązek tymianku suszonego
5 gałązek świeżej natki
10 ziarenek czarnego pieprzu
175ml czerwonego wytrawnego wina
500ml bulionu wołowego
1 nieduży ogórek konserwowy
3 łyżeczki posikanych kaparów
30g masła
2 czubate łyżki mąki pszennej
makaron dla 4 osób
oliwa
sól
natka pietruszki do dekoracji

Sposób przygotowania:
Mięso mielone posolić i ulepić z niego klopsiki wielkości piłeczki ping-pongowej. Podsmażyć na gorącej oliwie do zrumienienia i odłożyć na papierowy ręcznik.

Na patelnie wrzucić boczek i cebulę i smażyć do zarumienienia boczku. Dodać masło i mąkę i podsmażać ją aż uzyska kolor kakao. Dodać wino i bulion, do sosu dodać odłożone wcześniej klopsiki i dusić 15 minut. Po 10 minutach dodać korniszona i kapary.

Podawać z ugotowanym makaronem. Można go wstawić, kiedy do sosu dolewamy wina.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Wołowina Michoacan


W sobotni poranek padło pytanie, od którego wszystko się zaczęło:
- Kuchnia włoska czy meksykańska?
- Meksykańska! - brzmiała odpowiedź.
I w ten sposób motyw przewodni tego weekendu został przesądzony. Potem już było tylko ciekawiej. Danie jednogarnkowe, w zasadzie gulasz wołowy. Można go przyrządzić z fasolką szparagową, ale w Meksyku to jadalne kaktusy, tzw. nopales, są najpopularniejszymi warzywami i to one powinny wystąpić w tym daniu. Sceptycznie podchodziłam do możliwości dostania ich w sklepie, ale w końcu mieszkam w stolicy, więc sprawa nie była beznadziejna. Moja euforia, gdy zobaczyłam je na półce była tym większa, że obok nich stały chipotles, czyli wędzone czerwone papryczki, co pozwoliło mi przygotować tytułowe danie w duchu prawdziwie meksykańskim. Jako dodatek występuje ryż z czerwoną fasolą. Całość wyżywi 4-6 osób.


Składniki:
gulasz
1kg pokrojonej wołowiny gulaszowej
2 średnie cebule pokrojone w kostkę
5 posiekanych ząbków czosnku
400g pokrojonych w kostkę pomidorów (mogą być z puszki)
1 (jeśli ma być w miarę łagodnie) lub 2 papryczki chipotles
350g kaktusa lub fasolki szparagowej
1l bulionu wołowego
olej
mąka pszenna do obtoczenia mięsa
sól i pieprz

dodatkowo
1 szklanka ryżu 
1 puszka czerwonej fasoli
sól i olej

Sposób przygotowania:
Mięso obtoczyć w mące i podsmażyć na oliwie na dużej patelni lub jeśli macie szybkowar to w szybkowarze. 
Dodać cebulę i czosnek, ponownie podsmażyć. 
Dodać pomidory, papryczki chipotles i kaktusa lub fasolkę. Zalać bulionem tak by zakrył mięso. Gotować na średnim ogniu w szybkowarze 45 minut lub 1,5 godziny na patelni pod przykryciem, aż wołowina będzie miękka. Na koniec doprawić do smaku solą.

Gdy gulasz się gotuje można przygotować ryż. Ja podsmażam chwilę ryż na oleju na patelni, solę i dolewam  gorącej wody tak by zakryła ryż. Przykrywam patelnię i czekam, aż ryż wchłonie wodę. Gdy to nastąpi, mieszam ryż i dodaję przepłukaną wcześniej czerwoną fasole z puszki, ponownie doprawiam i dolewam wody. Czynność mieszania i dolewania wody powtarzam do czasu aż ryż będzie ugotowany.