środa, 5 listopada 2014

Premiery wydawnicze, jesień 2014. Cz. I - David Lebovitz, "Moja kuchnia w Paryżu. Przepisy i opowieści"


Tej jesieni mamy wysyp naprawdę świetnych książek kucharskich. Jeśli szukacie prezentu dla kogoś, kto lubi gotować lub szuka ładnej eleganckiej pozycji do położenia na stoliku do kawy, to nie powinniście mieć problemu z jej znalezieniem. Jeśli natomiast, tak jak ja, uwielbiacie kolekcjonować piękne książki z przepisami to czeka Was najpierw euforia, że tyle pozycji ukazało się na naszym rynku, a potem rozpacz, że nie możecie kupić od razu wszystkich. Chyba, że możecie, wtedy proszę się nie przyznawać, bo rozpłaczę się z zazdrości ;)

Zmuszona do ograniczeń, wybrałam trzy pozycje wydawnicze. Jestem ogromną fanką autorskich książek kucharskich. Kiedy otwierasz taką książkę, zasiadasz do stołu z jej autorem, suto przez niego zastawionego, a on zaczyna snuć swoją opowieść. Kiedy przeglądam książki w księgarni, to tak naprawdę przechadzam się między różnymi stołami i to, do którego usiądę zależy nie tylko od tego co na nim stoi, ale też w ogromnej mierze, od tego jak jest podane. Niestety, muszę przyznać, oceniam książki po okładce. Czule głaszczę twarde oprawy i przerzucam matowe kartki papieru, zachwycając się pięknymi fotografiami. Kredowy papier jest w stanie skutecznie popsuć mi przyjemność kontaktu z książką. Czasem, dla autorów, których znam i bardzo lubię robię wyjątki od swoich poligraficznych upodobań. Dziś pierwszy post z trzech, w których opiszę czego możecie się spodziewać po poszczególnych pozycjach wydawniczych.

David Lebovitz, "Moja kuchnia w Paryżu. Przepisy i opowieści", zdjęcia: Ed Anderson


Po skromnie wydanej książeczce, jaką było "Słodkie życie w Paryżu", ta książka wreszcie prezentuje się na miarę możliwości swojego autora. David Lebovitz zaprasza do swojego stołu i do swojego Paryża, który zdecydowanie różni się od sielskiej i filmowej opowieści, jaką kiedyś snuła Julia Child. Obok klasyki, takiej jak zupa cebulowa, naleśniki czy coq au vin znajdziemy tu przepis na chlebki naan czy szakszukę. Paryż XXI wieku to miejsce wielokulturowe, które stwarza okazję do poznania kuchni z całego świata i na to David Lebovitz jest otwarty.

Zanim jednak zasiądziemy do przystawek, dań głównych i deserów, przejdziemy się po okolicy i posłuchamy o produktach, których używa David i jego filozofii gotowania. Zaprowadzi nas na targ i do lokalnych sklepów. Dowiemy się co poleca, co odradza, co go dziwi, a co zachwyca. Potem z siatką zakupów wrócimy do kuchni, gdzie przyjrzymy się jego sprzętom i znów poplotkujemy o gotowaniu.

Po krótkiej, ale przyjemnej wycieczce nadchodzi czas, żeby napełnić kieliszek wina, usiąść na krzesełku w kuchni i przyjrzeć się jak David gotuje. Przepisy podzielone są ze względu na typy dań: przekąski, przystawki, dania główne, dodatki i desery. Najwięcej miejsca poświęcone zostało daniom głównym i deserom. Nie mogło być inaczej w przypadku tych ostatnich, ponieważ autor, doświadczony cukiernik, ewidentnie ma słabość do słodkości. Czekolada rozpływa się po kolejnych stronach.

To, co bardzo mi się podoba, co sprawia, że ta książka ma dla mnie większą wartość niż inne tego typu pozycje, to tytułowe opowieści, które są znaczącą częścią publikacji. Zrezygnowano z fotografowania każdej potrawy, żeby zrobić im miejsce. Dzięki nim naprawdę mamy wrażenie, że oto spotkaliśmy się z naszym dawno nie widzianym znajomym, który opowiada nam jak odbiera Francję, Francuzów i co go spotkało podczas podróży jaką wciąż jest mieszkanie w obcym kraju. W zasadzie, czytając, obserwujemy zderzenie dwóch kultur, Amerykanina z Francuzami. Lebovitz opisuje je z właściwym sobie przekąsem. Nie powstrzymuje emocji. Potrafi się szczerze zadziwić, oburzyć, ale i zachwycić, a nawet pokornie spuścić głowę przed kulinarnymi umiejętnościami Francuzów. Dodatkowo, pośród prywatnych wspomnień i wrażeń, Lebovitz przemyca gdzieniegdzie garść konkretnych informacji i ciekawostek o kraju, w którym jest gościem. Czyta się to naprawdę świetnie. Fajnie, że książka ma przyszytą materiałową zakładkę, żebyśmy zawsze wiedzieli, na czym skończyliśmy. Mała rzecz a cieszy.

Przepisy, tak jak pisałam, to nie tylko klasyka kuchni francuskiej, ale również dania z innych części świata. Dla jednych to zaleta książki, dla innych - wada. Ja zaliczam się do tych pierwszych. Składniki potraw są nam bliskie, choć gatunki serów mogą wprawić w osłupienie. Bardzo przydatne jest, że proporcje podawane są na dwa sposoby jednocześnie. Na przykład, szklanka cukru pudru (130g). Autor podkreśla jednak, i ma rację, że gotować trzeba z głową i najbardziej ufać własnemu doświadczeniu, więc jeśli coś w przepisie wydaje nam się podejrzane, róbmy to po swojemu, na oko (au pif - po francusku na nosa).

Za fotografie odpowiedzialny jest Ed Anderson. Oprócz zdjęć potraw, które jak wcześniej pisałam, pojawiają się nie przy każdym przepisie, znajdziemy w książce panoramy miasta, zdjęcia z targów, a czasem fotografie jak krok po kroku wykonać daną potrawę lub jej część. Fotografię są oczywiście bardzo ładne, ale bez zbędnego zadęcia. Nie ma tu wydumanych stylizacji. Ich siłą jest prostota, trochę reportażu i kolaże.

"Moja kuchnia w Paryżu. Przepisy i opowieści" to nie jest książka, którą kupicie, przejrzycie i odłożycie na półkę. To książka, która zagości na stoliku nocnym lub kawowym, żeby móc w wolnej chwili wyskoczyć do Paryża i wybrać się na kolację  lub przekąskę z Davidem Lebovitzem i posłuchać jego opowieści, spędzić miło czas, pośmiać się. Za to ją najbardziej cenię i polecam Wam z całego serca.

Moja ocena: ***** (5/5)


W kolejnych wpisach przedstawię "Moja francuska kuchnia" Rachel Khoo i "What Katie Ate. Prosta kuchnia w dobrym stylu" Katie Quinn Davies.

2 komentarze:

  1. Tak przyjemnie się czytało tą pełną ciepła recenzję.

    OdpowiedzUsuń