sobota, 27 lipca 2013

Chleb ze śliwką tylko na zakwasie


Od jakiegoś czasu, w każdy weekend piekę chleb tylko na zakwasie, według własnych pomysłów i mąki, jaką mam w szafce. Przez długi czas do pieczenia chleba, nawet na zakwasie, dodawałam drożdży. W końcu jednak, kiedy mój zakwas przetrwał kilka miesięcy zdecydowałam się na próbę upieczenia chleba tylko z jego pomocą.

Ciasto przygotowuję zazwyczaj w piątek wieczorem, koło 22 i daję mu wyrosnąć przez noc. Robię chleby z przewagą mąki żytniej i żytniej razowej, dlatego też nie stosuję podwójnego wyrastania - takie ciasto jest na to za ciężkie. Po wyrobieniu od razu wkładam je do docelowej formy. Rano, przed godziną ósmą, włączam piekarnik, by nagrzał się do temperatury 250 stopni i zaczynam pieczenie. Podczas pieczenia w piekarniku znajduje się dodatkowe naczynie z wodą, temperaturę redukuję co 15-20 stopni co 10-15 minut i piekę tak chleb około 1 godziny 20 minut. Ponoć takie warunki są najbardziej zbliżone do tego co dzieje się w piecach chlebowych.

Co do naczyń, w których piekę, jeśli używam form grubych, ceramicznych, wtedy piekę chleb na dolnej półce piekarnika, by dopiec spód. Jeśli form cienkich - to na środkowej. Przy pierwszych 2 - 3 redukcjach temperatury spryskuję wierzch chleba wodą, by skórka stała się lśniąca. Po tym czasie przykrywam formę z chlebem folią aluminiową, by nie przypalić wierzchu. Ostatnio eksperymentuję z dodatkami. Jestem ogromną wielbicielką chleba ze śliwką, więc kupuję śliwki kalifornijskie.

Chleb na zdjęciach może nie wygląda "szałowo", ale ja akurat bardzo cenię sobie żytnie i razowe pieczywo, delikatnie wilgotne, najlepiej z dodatkiem ziaren lub śliwkami. Chciałam Was zachęcić do odważenia się i próby zrobienia chleba tylko na zakwasie. Pamiętam, że pierwsze sukcesy na tym polu przyniosły mi wiele satysfakcji, czego i Wam życzę.

Nie macie zakwasu??? Tutaj znajdziecie sąsiadów, którzy chętnie podzielą się z Wami swoimi:  zakwasowamapapolski.blogspot.com. A teraz czas na praktykę.

Składniki:
150 g zakwasu żytniego razowego
200g mąki żytniej razowej (2000)
65g mąki żytniej chlebowej (720)
100g mąki pszennej (550)
10g soli
350ml wody
100g śliwek kalifornijskich
ziarna słonecznika do posypania wierzchu (można też dodać 100g do ciasta)

masło i otręby do wysmarowania i posypania formy lub papier do pieczenia do wyłożenia formy

Sposób przygotowania:
Wieczorem, w dzień poprzedzający poranne pieczenie przygotować ciasto. Wymieszać wszystkie składniki. Formę wysmarować masłem i wysypać otrębami lub wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć do niej ciasto, powinno zająć 1/2 do 2/3 formy. Na wierzch wysypać ziarna słonecznika. Lekko docisnąć dłonią. Naczynie z ciastem owinąć przezroczystą folią spożywczą, owinąć ściereczką i odstawić na noc.

Następnego dnia rano nagrzać piekarnik do 250 stopni. Wstawić naczynie z wodą i formę z ciastem (bez folii i ściereczki, oczywiście). 

Piec:
250 stopni przez 15 min.
spryskać wierzch wodą
230 stopni przez 15 minut
spryskać wierzch wodą
210 stopni 15 min
spryskać wodą
przykryć folią aluminiową
190 stopni 20 minut
175 stopni 20 minut

Wyjąć i ostudzić na kratce.


poniedziałek, 22 lipca 2013

Palmiery na słono i na słodko


Przez ostatnie tygodnie ciężko mi znaleźć czas na dzielenie się z Wami moimi kuchennymi przygodami. Pochłaniają mnie przygotowania do ślubu i bieganie z aparatem wokół weekendowych obiadów zastąpiłam bieganiem z zaproszeniami od jednych gości do drugich. Mam nadzieję, że kiedy gorączka ślubna się uspokoi będę mogła wrócić do moich blogowych rytuałów. W międzyczasie, przeglądając blog http://www.rockmywedding.co.uk/ i denerwując się, że w Polsce nie możemy sobie pozwolić na sielskie uroczystości w plenerze, zagryzam palmiery. Kupne ciasto francuskie ratuje mój piekarnik przed zimnymi przeciągami hulającymi w nim z nudów.

Palmiery to nic innego jak ciasto francuskie z dowolnym nadzieniem, jakie uda nam się przygotować na podstawie zawartości naszej lodówki, tyle że o specyficznym kształcie. Nadają się świetnie jako przekąska i mogą występować w wersji słodkiej lub słonej. Do zrobienia w mniej niż pół godziny (łącznie z pieczeniem).


Składniki:
na słodko
ciasto francuskie
cukier
cynamon
na słono
ciasto francuskie
ulubione pesto
lub
musztarda francuska
starty drobno parmezan

Sposób przygotowania:
Ciasto (np. 50x25cm) rozkładamy na delikatnie umączonym blacie. Kroimy je na pół (25x25) lub na 3 części (17x25) w zależności od ilości rodzajów palmierów jaką robimy. Posypujemy obficie cukrem i delikatnie cynamonem - wersja słodka lub smarujemy pesto / smarujemy musztardą i posypujemy serem - wersja słona. Następnie zwijamy ciasto wzdłuż dłuższego boku do połowy z jednej strony i do połowy z drugiej.
Odkładamy do zamrażalnika na 10-15 min. Ciasto ma się schłodzić, bo później łatwo je było kroić.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Ciasto kroimy w centymetrowej grubości plastry i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Słodkie palmiery dodatkowo posypujemy na wierzchu cukrem.
Pieczemy 15 minut lub do wyraźnego zarumienienia.



czwartek, 20 czerwca 2013

Brownie z truskawkami


Słodko, czerwono, soczyście - truskawki! Nie, wcale nie mam ich dość. Poza sezonem raczej ich nie jadam. Upiekłam wczoraj brownie wg przepisu Nigelli i wrzuciłam truskawki do środka. Wyszło pysznie. Zastanawiam się nad powtórzeniem tego przepisu z dodatkiem odrobiny chilli. 
W tajemnicy dodam, że miałam nadzieję zawalczyć o nagrodę w postaci książki Baking Style, Lisy Yockelson, którą można wygrać w konkursie księgarni Bookoff (Cookoff). Szczegóły znajdziecie na FB (klik). Niestety po fakcie doczytałam, że zdjęcie ma posłużyć za facebook'owe cover photo na ich fan page'u, do czego moje "dzieło" nie do końca się nadaje. Zachęcam Was jednak do zabawy. Nagroda wydaje się być interesująca :) Za fotografie w publikacji odpowiada Ben Fink. Pasjonatów fotografii kulinarnej zachęcam do przejrzenia jego portfolio. Fragment książki, z kolei, możecie podejrzeć na Amozon'ie. Nie wiem jak Was, ale mnie trochę przeraził wszechogarniający róż :)


Składniki:
15-20 truskawek
65g kakao
160g mąki pszennej
szczypta soli
1 łyżeczka sody
4 jajka
1,5 łyżeczki aromatu waniliowego
150g masła
250g drobnego cukru
150g mlecznej czekolady pokrojonej na drobne kawałeczki

cukier puder i/lub biała czekolada do posypania
truskawki do udekorowania

Sposób przygotowania:
Pokroić truskawki na połówki lub jeśli są duże to na ćwiartki (wg Waszego uznania). Pokroić czekoladę na kawałki. W misce wymieszać mąkę, kakao, sól i sodę.
Włączyć piekarnik by nagrzał się do 190 stopni.
Wyłożyć całą formę papierem do pieczenia. Forma nie powinna być duża. Ja użyłam tym razem okrągłej ze średnicą 21cm. Zazwyczaj używam formy kwadratowej (23x23cm).
W misce ubić trzepaczką jajka z aromatem waniliowym.
W większym garnku rozpuścić masło, dosypać cukier i poczekać aż się rozpuści. Dodać mąkę z kakao wcześniej połączone w misce. Wymieszać - masa będzie bardzo gęsta - i zdjąć z ognia.
Dolać jajka i szybko wymieszać. Dodać pokrojone truskawki i czekoladę i wymieszać ponownie.
Przelać do formy i piec 30 minut.

Na koniec ciasto możecie udekorować wg własnego pomysłu i podać z bitą śmietaną lub lodami.


niedziela, 16 czerwca 2013

Ratatouille i Rachel Khoo


Po dłuższej nieobecności wracam do blogosfery (mam nadzieję, że na dłużej), żeby podzielić się z Wami przepisem na ratatouille i swoją sympatią do Rachel Khoo, autorki wydanej niedawno w Polsce książki Mała paryska kuchnia. Warszawskie billboardy w metrze nie dały przegapić tego wydarzenia, a ja nie dałam się kusić długo. Tak ładnie wydana książka musiała znaleźć się na mojej półce. Za fotografie odpowiedzialny jest David Loftus, nadworny fotograf Jamie'go Oliver'a. Zarówna potrawy, jak i sama autorka prezentują się bardzo apetycznie. Zawartość? Wszystkiego po trochu. Najbardziej przyciąga sama Rachel i jej kulinarna ojczyzna - wydawałoby się wroga Brytyjczykom Francja. Otwarta, przebojowa trzydziestolatka, z uśmiechem pomalowanym karminową szminką i grzywką zalotnie opadającą na podkreślone czarną kreską oczy, sączy wino w kameralnych bistrach i wyszukuje najpiękniejsze warzywa na targu. Jej historia zdaje się dodawać otuchy i mówić "Wszystko jest możliwe","Realizujcie swoje marzenia". Poniżej zwiastun programu Rachel emitowanego przez BBC.


LITTLE PARIS KITCHEN: COOKING WITH RACHEL KHOO from Plum Pictures on Vimeo.
Kiedy przeglądałam Małą paryską kuchnię po raz pierwszy, przypomniałam sobie o sławetnym ratatouille. Potrawce, która jest czystą pochwałą wspaniałości warzyw. Jędrne, kolorowe, soczyste, śmiejące się do nas z koszyków w sklepach i na targach. Można je jeść na ciepło lub na zimno, jako przystawkę lub dodatek do mięsa. Kolejne z dań genialnych w swej prostocie.

Składniki:
1 bakłażan
1 cukinia
1 papryka czerwona
1 papryka żółta
6 pomidorów
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżka suszonego tymianku
1 łyżeczka cukru
sól

Sposób przygotowania:
Bakłażan, cukinię i papryki kroimy w cienkie plasterki. Pomidory na ćwiartki. Pokrojone warzywa (oprócz bakłażana) umieszczamy w dużym żaroodpornym naczyniu. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni, by się nagrzał.
Cebulę kroimy w kostkę. Na dużej patelni podsmażamy ją ze zmiażdżonym czosnkiem i tymiankiem aż się zeszkli. Dodajemy bakłażana i smażymy wszystko pod przykryciem do miękkości. Ja, po dodaniu bakłażana na patelnię, podlewam wszystko wodą - nie za dużo. Chodzi o to, że bakłażan chłonie oliwę i wodę, i istnieje ryzyko przypalenia czosnku i cebuli. Bardziej go podduszam niż podsmażam.
Po 5 minutach zdejmujemy patelnię z ognia. Dodajemy bakłażana z cebulą do pozostałych warzyw, mieszamy, przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika na godzinę.


Po godzinie. Wyjmujemy naczynie, zdejmujemy folię, dodajemy cukier i dosalamy do smaku. Mieszamy i wstawiamy ponownie do piekarnika, tym razem na najwyższą półkę, na kolejne 5 do 10 minut. Po tym czasie wyjmujemy i podajemy.

Moje ratatouille utopiło się we własnym sosie, ale było bardzo smaczne. Sos zostawiłam sobie jako zupę na następny dzień. Bo o to w kuchni chodzi, żeby było smacznie i swobodnie. To coś, co na pewno łączy Julię Child i Rachel Khoo. Gotowanie to ma być przyjemność, a z wszelkich wypadków przy pracy należy wybrnąć z francuską elegancją i gracją. Nerwy damie nie przystają.

Miłego wieczoru Wam życzę :)


poniedziałek, 13 maja 2013

Chleb pszenny na zakwasie i piwie



Chleb ten piekłam pierwszy raz, ale okazał się tak smaczny, że mimo lekko spalonej skórki postanowiłam się z Wami natychmiast podzielić przepisem. Następnym razem upiekę go na dolnej półce i powinno być po kłopocie. Odkąd zaczęłam piec chleby szukam przepisu na chleb pszenny, który będzie mógł pełnić rolę codziennego, białego pieczywa. Co do walorów smakowych ten bochenek jest w czołówce. Problemem jednak jest czas, którego potrzebuje on na wyrośnięcie. Tym samym, zapracowanym polecam wypróbować go w weekend. Sowy i nocne marki mogą pokusić się o testy w tygodniu. Warto.


Składniki:
zaczyn
250ml piwa
2 łyżki zakwasu żytniego
50g mąki pszennej chlebowej
ciasto właściwe
170g mąki pszennej chlebowej
330g mąki pszennej zwykłej
10g soli
250ml wody
przygotowany zaczyn

Sposób przygotowania:
Przygotowujemy zaczyn, który będzie odpoczywał 20 godzin.
Podgrzewamy piwo do temperatury 70 stopni i zdejmujemy z ognia. Powoli mieszając wszystko trzepaczką dodajemy mąkę. Powstanie błyszcząca gęsta masa. Studzimy mieszaninę i dodajemy 2 łyżki zakwasu. Zostawiamy przykryty ściereczką na 20 godzin.

Po tym czasie mieszamy mąkę z solą, zaczynem i wodą i zostawiamy na 2,5 godziny. W tym czasie ciasto dwa razy przekładamy. Następnie wyjmujemy ciasto na omączony blat i odgazowujemy, delikatnie naciskając. Formujemy kulę i wkładamy do koszyka do wyrastania pieczywa lub durszlaka. Zostawiamy na kolejne 3 godziny aż wyrośnie.

Nagrzewamy piekarnik z garnkiem, w którym będziemy piec chleb do 260 stopni. Radzę na dolnej półce, chleb pięknie rośnie i łatwo się przypala z wierzchu. Wstawiamy żaroodporne naczynie z wodą i przekładamy ciasto do garnka. Pieczemy 10 minut. Po tym czasie wyjmujemy naczynie z wodą i zmniejszamy temperaturę do 220 stopni. Pieczemy jeszcze 30 minut.

Wyjmujemy i studzimy na kratce.