środa, 18 lipca 2012

100lat Julio! - moja pierwsza akcja kulinarna


W ostatnim poście pisałam o książce "Moje życie we Francji", portretującej Julię Child. Chciałabym Wam przypomnieć, że Julia Child przyszła na świat 15 sierpnia 1912, więc w te wakacje mija setna rocznica jej urodzin. Tyle lat to wyjątkowa rocznica, a rocznice to wspaniały pretekst do wystawnych przyjęć i kolacji, które były specjalnością tej niepokonanej kobiety. Tym samym ogłaszam, że przygotowałam swoją pierwszą akcję na durszlaku 100lat Julio!, do uczestnictwa w której serdecznie Was zapraszam. Akcja startuje 1 sierpnia i trwa cały miesiąc. W ramach akcji przygotowujemy potrawy według przepisów tej popularnej Amerykanki. Zapraszam już dziś.

Niech to będzie miesiąc Julii Child!

wtorek, 17 lipca 2012

Julia Child "Moje życie we Francji"

Wreszcie i mi udało się przeczytać wspaniałą książkę Alexa Prud'homme'a i Julii Child o jej życiu nie tylko we Francji. 

Jeśli marzycie o zwolnieniu tempa, ucieczce od mozołu codziennej pracy, chcecie smakować nie tylko sole meuniere, ale i samo życie to w tej lekturze znajdziecie portret kobiety, która robiła to jak nikt inny. Przez ponad 35 lat nie do końca wiedziała co ze sobą zrobić. Pracowitości jej nie brakowało, ale ewidentnie pragnęła się poświęcić czemuś co wzbudzi w niej pasję.

W wieku 34 lat wyszła za mąż za Paula Childa, który okazał się jej księciem z bajki. W roli rumaka występowało amerykańskie kombi, a bajkowy pałac leżał nie gdzie indziej, jak w pięknym Paryżu, który właśnie otrząsał się po II wojnie światowej. Rosła Amerykanka wkroczyła doń pewnym krokiem, bo choć czasami wspominała, że towarzyszył jej delikatny strach, na zewnątrz zachowywała pokerową twarz. Wrodzona otwartość szybko zjednywała jej przyjaciół i otwierała serca nieufnych Francuzów. Przyjęła postawę pokornego ucznia, ale tylko wobec tych, którzy jej zdaniem na to zasługiwali. Ceniła sobie towarzystwo ludzi,  od których mogła się czegoś nauczyć i z którymi mogła dzielić swoją największą pasję, a jeśli ktoś nie przypadł jej do gustu, bez zbędnych sentymentów, po prostu nie poświęcała mu uwagi.

Książka opowiada koleje losu Julii. Rozpływa się ona w niej nad dawno jedzonymi potrawami, chwali kolejnych francuskich szefów kuchni i wspomina długoletnią pracę nad wydaniem pierwszego tomu sławetnego Mastering the Art of French Cooking. Czy wyobrażacie sobie, by jakiś dzisiejszy celebryta spędził 10 lat nad pisaniem jednej książki? Przygotowywanie tej pozycji to jeden z głównych wątków lektury. Dopiero po przeczytaniu Mojego życia we Francji jesteśmy w stanie w pełni docenić jakiego kalibru dzieło mamy w rękach. Każdy rozdział, a w nim każda potrawa to starannie  zbadany, na kilka sposobów wypróbowany i specjalnie narażany na błędy (by ostrzec przed nimi czytelniczki) przepis, dodatkowo przetłumaczony na amerykańskie realia. Co innego robić kruche ciasto z mąki francuskiej, a co innego z mąki amerykańskiej. Julia Child jest tego świadoma. Jej profesjonalizm i wytrwałość aż przygniata.

Oprócz Julii Child, równorzędnym bohaterem jest ukochana przez nią Francja. Warto podkreślić, że to Francja spokojna, nie opanowana jeszcze przez tłumy turystów. Paryż niczym wielki targ oferuje świeże warzywa, ryby i mięsa. Sprzedawcy są dumni ze swoich towarów i za punkt honoru stawiają sobie jakość. Można z nimi porozmawiać i poradzić się w kwestiach kulinarnych. Priorytetem jest dobry towar i smaczne jedzenie. Z targu przenosimy się do licznych restauracji, z których każdą sławi nazwisko kucharza, ręczącego za jakość tego co na talerzu. Julia Child dzięki koneksjom męża i własnemu urokowi wielu z nich zna osobiście i uważnie podgląda, by w domu powtarzać ich dzieła samodzielnie. Gdy tylko nadarza się okazja wyprawia przyjęcia, na których popisuje się swoim talentem, ku uciesze znajomych i przyjaciół.

Styl życia jaki prowadzą Childowie jest obecnie niewyobrażalny, a świat w jakim żyją wydaje się nieodwracalnie należeć do przeszłości. Bez telewizji, bez telefonów komórkowych, bez komputerów i internetu. By amerykańska gospodyni domowa mogła dowiedzieć się czegoś o kuchni francuskiej musi albo do Francji pojechać, albo przeczytać na ten temat wyczerpującą publikację, którą pragnęła dostarczyć jej właśnie Julia Child i jej dwie francuskie przyjaciółki. Cały dzień poświęcony jest zakupom, gotowaniu i szkoleniu się w tej sztuce. Dodatkowo masę czasu zajmuje pisanie księgi poświęconej francuskiej kuchni. Gdy dzień zbliża się ku końcowi można pójść do restauracji lub spotkać się z przyjaciółmi. To wszystko Paul Child utrwala aparatem Graflex i opisuje w listach do swojego brata. Inaczej smakuje wino, inaczej smakuje ówczesna kura. Inaczej wygląda Paryż, inaczej toczy się życie. Dla tej inności, tak atrakcyjnej w zderzeniu z dzisiejszymi czasami warto sięgnąć po tę książkę.

Julia Child i Alexa Prud'homme
Moje życie we Francji
Wydawnictwo Literackie, Czerwiec 2010
Liczba stron: 496

Caprese na śniadanie

Uwielbiam poranki, kiedy nigdzie nie trzeba się spieszyć. Można wstać, jednym otwartym okiem przejrzeć wiadomości, a kiedy zaburczy w brzuchu iść do lodówki i zobaczyć co może nam posłużyć za źródło inspiracji. Kulka mozzarelli i jeden pomidor, który uchował się schowany gdzieś głęboko w koszyku z warzywami. Oliwa z oliwek jest zawsze, podobnie ocet balsamiczny. Bazylia rośnie w doniczce i zastanawia się od dawno po co, bo ciągle więcej na nią patrzę niż z niej korzystam. Zdjęcia zrobione telefonem od niechcenia, bo przecież w święto lenistwa nie będę wywoływać RAWów. Do caprese lubię dodawać oliwki, bo zaostrzają jej smak.

Składniki:
1 pokrojony na kawałki pomidor
1 podarta na kawałki mozzarella (moim zdaniem lepiej oblepia ją wtedy sos)
garść czarnych oliwek
sos
jeden plasterek cebuli
2 ząbki czosnku (wg uznania)
łyżka octu balsamicznego
3 łyżki oliwy
dwie garście liści bazyli
spora szczypta soli
szczypta pieprzu

Sposób przygotowania:
Dresing można przygotować ucierając wszystkie składniki w moździerzu, ale ja używam do tego blendera ręcznego, który sieka wszystko błyskawicznie, a dodatkowo ładnie łączy oliwę z octem.
Dresingiem polewamy wymieszane w misce pomidory, mozzarellę i oliwki. Sosu nie wlewajcie za dużo, żeby sałatka nie pływała. Nadmiar można wstawić do lodówki i wykorzystać następnego dnia.


wtorek, 10 lipca 2012

Letnia tarta z cukinią


Przepis powstał z potrzeby żołądka :) i spełnia wymogi przygotowania czegoś szybko, z cukinią i przy minimum nakładu pracy. Stąd też wygodne zawsze ciasto francuskie. Niestety tuczące, również jak zawsze. Co ciekawe, po powrocie do domu okazało się, że cukinia w momencie nabijania jej na kasę występowała pod przykrywką i pan kasjer zobaczył w niej ogórek krótki. Panu więc dedykuję przepis i polecam zabawę w znajdź 5 różnic.

Składniki:
ciasto francuskie
1 młoda cukinia
pół małej cebuli
2 ząbki czosnku
łyżeczka kaparów
kilka czarnych oliwek
3 plasterki szynki
200g śmietany 18%
2 jajka
4 plasterki sera żółtego
płaska łyżeczka ziół prowansalskich
sól i pieprz

folia aluminiowa
fasola/groch lub ciężarki do obciążania ciasta

Sposób przygotowania:
Ciasto kroimy w kwadrat troszkę większy niż spód formy na tartę. Pozostały kawałek zachowujemy.

Formę na tartę wykładamy wyciętym ciastem francuskim, tak by pokrywała spód i boki. Możemy zawinąć wystające rogi ciasta do środka, nie trzeba ich ucinać (szkoda ciasta). Na ciasto kładziemy folię aluminiową i wysypujemy obciążeniem. Wstawiamy na 10 min. do nagrzanego do 180 stopni piekarnika.

Na oliwie podsmażamy pokrojoną w kostkę cukinię z cebulą, czosnkiem, kaparami i oliwkami. Bardzo krótko, chodzi o przeniknięcie się smaków. Cukinia nie powinna się rozpadać. Zdejmujemy patelnię z ognia, dodajemy zioła, sól i pieprz i mieszamy.
 
W osobnej misce mieszamy ze sobą śmietanę, jajka i pokrojne w kostkę plasterki sera. Doprawiamy solą i pieprzem.

Wyjmujemy tartę z piekarnika. Jeśli się nam gdzieś wybrzuszyła, łyżką przygniatamy. Na podpieczony lekko spód wkładamy pokrojoną w kostkę wędlinę i cukinię z dodatkami z patelni. Zalewamy wszystko mieszanką śmietany, jajek i sera.

Pozostałą część ciasta francuskiego nacinamy w naprzemienne paski tak, by po rozciągnięciu uzyskać siatkę. Przykrywamy nią ciasto. Można posmarować ciasto jajkiem.

Całość wstawiamy ponownie do piekarnika, do zrumienia się i ścięcia farszu. U mnie zajęło to ok 30 minut w temperaturze 180 stopni.



Przepis dodaję do akcji:

niedziela, 8 lipca 2012

"Życzymy państwu smacznego"

Drodzy, dawno nie pisałam i dziś również bez przepisu, ale zapraszam do obejrzenia dokumentu na kuchni+ dziś o 12.55 - "Życzymy Państwu smacznego". Filmu jeszcze nie widziałam, więc tematykę i przesłanie wnioskuję z trailera:


Czy takie filmy są tendencyjne? Czy na co dzień zastanawiamy się jaka jest prawdziwa cena towarów kupowanych przez nas za grosze w supermarketach? Jaka jest faktyczna wartość jedzenia? Gdzieś w duchu wiemy, że to czego dowiadujemy się z tego typu dokumentów nas nie zaskakuje. Tylko czy to wpłynie na nasze wybory?