niedziela, 10 lutego 2013

Galette z jabłkami i malinami


Szybkie kruche ciasto, owoce, które mamy pod ręką i minimum brudzenia naczyń. Galette to ciasto, które robimy bez formy. Można je podawać z bitą śmietaną, lodami lub kremem z mascarpone. Co kto lubi. W taki sam sposób możemy robić ciasto na słono, z ulubionymi dodatkami. Łatwy i szybki sposób na deser.


Składniki:
ciasto
1 szklanka mąki krupczatki
1 łyżka cukru
szypta soli
80g masła
1/4 szklanki lodowatej wody
nadzienie
4 jabłka
szklanka malin
3 łyżki brązowego cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru
skórka z połowy pomarańczy
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Sposób przygotowania:
Mąkę mieszamy z solą i cukrem. Dodajemy zimne masło, kroimy nożem do uzyskania konsystencji mokrego piasku lub robimy to nożami w malakserze. Dolewamy wodę, zagniatamy. Wsadzamy do lodówki na minimum 2 godziny.

Jabłka kroimy na ćwiartki, usuwamy pestki i kroimy w palstry 0,5cm. Mieszamy z malinami, cukrem, przyprawami, mąką i skórką pomarańczy.

Nagrzewamy piekarnik do temeperatury 200 stopni.
Ciasto rozwałkowujemy na blasze pokrytej papierem do pieczenia na okrąg grubości 2mm. Wykładamy na środek owoce, zostawiamy z boku ok. 5cm. Boki zawijamy na górę ciasta, tak jak na zdjęciach.

Pieczemy 25 min. na dolenej półce i 15 min. na górnej.


piątek, 1 lutego 2013

David Loftus, czyli o fotografii żywności

Zmogła mnie choroba i bardzo mi to nie w smak, bo już planowałam kolejne wypieki chleba, wpisy na blogu, wyzwania kulinarno-fotograficzne. Weekend to jedyny czas, kiedy o tej porze roku mogę robić zdjęcia przy świetle dziennym, a każdy kto zmaga się z fotografią kulinarną wie, że naturalne oświetlenie niesamowicie ułatwia pracę. Powoli kiełkuje we mnie postanowienie, by ograniczyć się do niego i przestać tracić czas na kombinacje alpejskie ze światłem sztucznym, do którego tracę cierpliwość.

Jest jednak plus łóżkowego uziemienia - możliwość nadrobienia zaległości w buszowaniu po sieci i zapoznanie się z ostatnimi nowinkami. Od tygodnia na ustach wszystkich jest FoodTube Jamie'go Oliver'a. Tam też, z krótkich filmów można dowiedzieć się trochę więcej na temat pracy David'a Loftus'a - fotografa odpowiedzialnego za zdjęcia w wielu książkach i czasopiśmie Jamie'go. Obaj panowie są związani kontraktem reklamowym z marką, której amatorską lustrzankę posiadam. Reklamowała się ona filmikiem z nimi, z którego, dla ciekawski blogerów, zainteresowanych fotografią, za dużo nie wynikało. Mam nadzieję, że to co będzie pokazywane na YouTube, zdradzi więcej z warsztatu fotografa.

Do tej pory pojawiły się 2 minifilmiki na temat światła, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że bez światła dziennego nigdy nie uzykam efektów, o jakich marzę. Zwiastun tego przekonania wniosła w moje życie Helene z tarteletteblog. Doświadczenie potwierdzało ten niechętnie dopuszczany do świadomości fakt. Dziś David Loftus postawił ostateczenie kropkę na i. Niestety nie mogę filmików zamieścić we wpisie, ponieważ taka opcja została zablokowana przez Jamie'go :( Kto jak kto, ale on doskonale dba o swoje interesy.

Wklejam więc linki:
David Loftus Photography Masterclass - Lighting PART 1
David Loftus Photography Masterclass - Lighting PART 2

I jeszcze krótki wywiad z fotografem na stronie Jamie'go.

Kulinarnie czeka mnie dziś francuska zupa cebulowa, którą wczoraj, ostatkiem sił przygotowałam z kilograma cebuli i chciałam się tym wyczynem Wam pochwalić. Niestety brak sił na akrobacje z aparatem mi to uniemożliwia. Może to i dobrze, bo w gorączce pomyliłam wermut z białym winem i wlałam do niej nie ten alkohol co potrzeba. Gdy następnym razem zrobię ją tak jak należy, podzielę się z Wami przepisem.

Na koniec - zdjęcie oregano, które z tym wpisem, wbrew pozorom, ma coś wspólnego. Mianowicie zdjęcie jest wykonane nowym obiektywem (przy sztucznym świetle - precyzując), którego zalety sprowadzają się na razie tylko do tego, że w przeciwieństwie do 35mm nie zauważa się dystorsji. Widzicie tą prostą linię u góry zdjęcia? Wreszcie! Jak mnie to denerwowało. Mam nadzieję, że po dłuższym czasie użytkowania obiektyw pokaże jeszcze inne swoje możliwości.


wtorek, 29 stycznia 2013

Prosty chleb na zakwasie dla zapracowanych


Zakwas gotowy? No to pieczemy chleb. Najlepiej żytni. Mam bzika na punkcie żytniego chleba. To dla mnie od dłuższego czasu najlepszy rodzaj pieczywa. Słowianie mają go we krwi. Pola środkowej i wschodniej Europy nie były przyjazne dla uprawy pszenicy, więc wyspecjalizowaliśmy się w pieczeniu z mąki żytniej. I chwała nam za to. Poniżej przepis na smaczny chleb dla zapracowanych. Zaczyn może spokojnie postać 20-24 godziny. Tak jest u mnie. Przygotowuję go około godziny 22, a za wyrabianie ciasta biorę się najwcześniej po 18 następnego dnia.

Składniki:
zaczyn
1łyżka zakwasu żytniego razowego (ok. 30g)
190g mąki żytniej typ 720
160g wody
ciasto właściwe
150g mąki pszennej
140g mąki żytniej typ 720
1 łyżeczka soli
3g świeżych drożdży
200g wody

Sposób przygotowania:
Zaczyny wymieszać w misce łyżką i zostawić przykryty ściereczką na 20-24 godziny

Następnego dnia wymieszać zaczyn z ciastem właściwym. Ja wykorzystuję robort z mieszadłem hakiem - niech pracuje za mnie. Ciasto jest gęste. Odstawić na godzinę przykryte ściereczką.

Po godzinie natłuścić masłem lub oliwą formę (u mnie keksówka), przełożyć ciasto do foremki i odstawić na kolejną godzinę do wyrośnięcia, również pod ściereczką.

Piec godzinę w temeperaturze 220 stopni. Studzić na kratce.



sobota, 26 stycznia 2013

Zdrowa zupa ziemniaczana


Jedna z najlepszych zup kremów i w dodatku pełna zdrowia. Jest w niej cała główka czosnku, ale nie bójcie się, po zjedzeniu nie zieje się ogniem. Robię ją już drugi raz w tym tygodniu, a w międzyczasie trafiłam na program z Karolem Okrasą, w którym też robił zupę ziemniaczaną, choć trochę inną. By ją uszlachetnić dodał na dno miseczki usmażone powoli na maśle borowiki. Oblizałam się ze smakiem. Niestety tylko to mi pozostało. Podpatrzyłam za to inny pomysł, który mogłam wykorzytać od razu. Dodatek oliwy truflowej jako wisienka na torcie.

Składniki:
1 duży por lub 2 mniejsze (nie ma za dużego pora do tej zupy)
2 średnie białe cebule
1 główka czosnku
0,5kg ziemniaków
1,2l buliony warzywnego lub drobiowego
150g śmietany 18%
1 listek laurowy
1 płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
2 łyżeczki soku z cytryny
kolorowy pieprz

oliwa truflowa
oliwa z oliwek i łyżka masła (może być tylko oliwa)


Sposób przygotowania:
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Główkę czosnku obieramy z zewnętrzych najgrubszych warstw łupin i smarujemy całość oliwą. Pieczemy 15 minut na blasze. Po wyjęciu ząbki same będą wyskakiwały z łupinek.

Pora kroimy na pół i siekamy na paski ok. 5mm. Cebulą kroimy w drobną kostkę. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę o boku 2cm. W garnku rozpuszczamy łyżkę oliwy i łyżkę masła. Na średnim ogniu podsmażamy pod przykryciem pora i cebulę przez 3 minuty, co jakiś czas mieszając. Dodajemy ziemniaki, czosnek, listek laurowy i zalewamy bulionem. Gotujemy 30 min. Ziemniaki powinny być ugotowane.

Po 30 minutach zdejmujemy garnek z ognia, wyjmujemy listek laurowy i miksujemy blenderem na krem. Stawiamy ponownie na ogniu, dodajemy gałkę, sok z cytryny i śmietaną. Gotujemy jeszcze 3 minuty mieszając.

Zupę podajemy polaną oliwą truflową i posypaną szczypiorkiem, kolorowym pieprzem i gałką muszkatołową.



sobota, 19 stycznia 2013

W nowy rok z nowym zakwasem


Robienie zakwasu to z mojej perspektywy jedno z prostszych zadań okołokulinarnych. Rok temu podjęłam się tego po raz pierwszy i udało się bez problemu. Po jakimś czasie jednak straciłam cierpliwość do ciągłego dokarmiania i pozbyłam się go na kilka miesięcy. Teraz zaczynam ponownie, bo wróciła mi chęć na domowe pieczywo.

Niezdecydowanych i lękających się, chciałabym uspokoić, że to naprawdę nie jest żadna magia. Mąka i woda, 5 sekund mieszania, reszta robi się sama. Jedyne co ważne to konsekwencja i systematyczność, no i jeszcze temperatura od 24-30 stopni. U mnie panuje 26, więc dla zakwasu warunki idealne. 

Spróbujcie, nic Was to nie kosztuje, a może się okazać, że zadanie jest prostsze niż Wam się zdawało.

Używam:
mąki żytniej razowej typ 2000
letniej wody
słoik
ręcznik papierowy
recepturka

1 DZIEŃ 
g.19
Wymieszać w słoiku 80g mąki i 140g wody (zjęcie na dole). Zakwas ma być gęsty, ale nie ma to być mokra zbita mąka. Więc jeśli jest za gęsty dolejcie wody, jeśli za rzadki dosypcie mąki. Często konsystencję porównuje się do gęstej śmietany.
Przykryć ręcznikiem, przymocować recepturką. Odstawić na 12 godzin.
2 DZIEŃ 
g.7
Wymieszać zakwas.
g.19
Dodać 2 czubate łyżki  mąki i ok. 6 łyżek wody. Tak by konsystencja pozostała ta sama.
Przez kolejne 3 dni powtarzać czynności jak w dniu 2.

Po 5 dniach zakwas jest gotowy. Na zdjęciu na górze widzicie zakwas trzeciego dnia o 19. Zaczyna pracować. Przez kolejne dni już dużo się nie zmieni. Będzie nabierać siły. Po 5 dniach można piec pierwszy chleb. Zawsze należy zostawić trochę zakwasu i go dokarmić. Można przechowywać w lodówce, dokarmiając co 5 dni. W lodówce, ze względu na temperaturę zakwas "je" świeżą mąkę wolniej, stąd brak konieczności dokarmiania codziennie.